Dawno nic nie pisałem. No cóż, nie chciało mi się, poza tym moje zajęcia (tak, tak, jestem bardzo zajętym człowiekiem, wbrew temu co niektórzy twierdzą w komentarzach, których i tak nie dopuszczam HA HA) nie pozwalają mi na zbyt częste udzielanie nauk. Musicie to przeboleć.
Trzeba natomiast zająć stanowisko w kwestii, która rozpala polityków, politykierów, księży, dziennikarzy, taksówkarzy, babcie i dziadków, studentów, bezrobotnych, ekspertów i kompletnych ignorantów, ogólnie społeczeństwo nasze, a 2 lata temu to nawet i Baracka Obamę z resztą światowego kierownictwa. 10 kwietnia nie można nie odnieść się do katastrofy smoleńskiej, gdyż nadal jest to wydarzenie stosunkowo niedawne, wstrząsające i rzutujące na obecną politykę. Była to niespotykana na skalę świata tragedia polityczno-społeczna i z tym nie ma co dyskutować, a ci którzy twierdzą inaczej lub stawiają się w roli takich, co ich to niewiele obchodziło wtedy i dziś, powinni zostać jebanymi społecznymi wyrzutkami razem z feministkami, ekoterrorystami, komunistami i nierobami wszelkiej maści. Niestety, zamiast stanowić smutny, bo smutny, ale jednak cement sceny politycznej, śmierć 96 Polaków, na czele z Prezydentem RP, stała się polem bitwy, w którym jako armatnich pocisków używa się trupów z Tupolewa. I to czasem dosłownie, bo niektórych to wyjmowali z grobów chyba już kilka razy.
Owszem, można krytykować postawę Tuska, Komorowskiego (słabe orędzie po katastrofie), Sikorskiego, rządu ogólnie. Można i to całkiem słusznie wkurwiać się na Rosjan, którzy nasz samolot obsługiwali z, bez mała, budy jak dla psa, przy czymś co można jedynie nazwać resztkami lotniska. Można mieć wątpliwości co do sposobu prowadzenia śledztw i wraku, choć prawo międzynarodowe mówi co mówi, a co przeciętny polaczyna nawet nie jest sobie wyobrazić. Należy domagać się wyciągnięcia wniosków, odpowiedniego odnotowania w podręcznikach historii, nawet postawienia pomnika Lechowi Kaczyńskiemu, jako Prezydentowi RP, gdzieś w stolicy. Ale to co wyprawia PiS i środowiska wokół niego zgromadzone wpędza zdroworozsądkowego człowieka – nawet mającego szacunek do ofiar jeszcze za ich życia – w stan skrajnej kurwicy, zmęczenia i odrazy.
On nie pozwoli Ci zapomnieć.
Lecha Kaczyńskiego, jego sposób prezydentury można oceniać różnie. Ja oceniam raczej dobrze, choć za najlepszego w historii Prezydenta nie uważam. Tymczasem jego brat z kolegami i koleżankami w stylu Macierewicz, Błaszczak, Sakiewicz i tzw. obrońcy krzyża usilnie dążą w kierunku zniszczenia pamięci po człowieku, umiejscawiając go w środowisku totalnie powalonym i oderwanym od rzeczywistości. Oskarżanie – w mniej lub bardziej otwarty sposób – o zamach, jazda na trumnach byle dopierdolić Platformie,wyciąganie tego tematu przy byle okazji, szafowanie nim, wprowadzenie nowego sposobu obchodzenia rocznic, bo co miesiąc, wręcz ekstatyczna fascynacja. Nie obchodzi ich nic innego w tej sprawie jak to, że trzeba to przypominać, a przy okazji wrócić do władzy, żeby przypominać jeszcze mocniej. To wszystko prowadzi do tego, że przeciętny obserwator ma tematu smoleńskiego dość, a więc obraca się przeciw ofiarom lotu właśnie.
I w ten nurt próbuje nas wciągnąć poseł PiS Łukasz Zbonikowski, wspierany przez kurię diecezjalną. Pierwszym nieporozumieniem jest tablica na ścianie włocławskiej katedry. Nie wiadomo po co to komu, na co to komu, oprócz tego, że Zbonikowski plusuje u kierownictwa partii. Teraz znów przed drugą rocznicą proponuje skwer ofiar przed urzędem miasta (najlepsze jest to, że obok jest plac zabaw). Urzędnikom głupio powiedzieć wprost nie, bo jakoś nie wypada. Tymczasem z takimi praktykami powinno się walczyć. Nie chodzi tylko o Smoleńsk – ale Polacy powinni wreszcie skończyć celebrować katastrofy. To ani powód do chluby ani chwały, a tylko potwierdzenie wrogich, germańskich stereotypów o burdelniku w naszym państwie. Jeden pomnik (i to absolutnie nie przy Pałacu Prezydenckim) w Warszawie wystarczyłby za pamięć o katastrofie – jest na Powązkach, starczy. Można to zrobić w zupełnie inny sposób, nie nawiązując bezpośrednio do katastrofy. Miasto się jako tako rozwija, powstają nowe osiedla/uliczki. Nazwijmy jedną z nich imieniem Lecha Kaczyńskiego, inną Ryszarda Kaczorowskiego, jeszcze inną kogoś tam jeszcze, kto w miarę dla eR Pe się zasłużył. Tak honoruje się całokształt działalności, a nie robi wrażenie, że koleś jest bohaterem, bo zginął w spektakularny sposób. Przecież to jest, kurwa, bezsensu.
Niektórzy lubią takie obrazki – są flagi, jest wojsko i podniosła atmosfera.
A tak w ogóle celebrowanie rocznic poza kościołami (msze za zmarłych to normalka, nic przeciwko) miałyby jakiś tam sens, gdyby zginął ktoś od nas z miasta/regionu. NA SZCZĘŚCIE, nikogo takiego nie było. Ciekaw jestem czy zwolennicy funeralnych obchodów w naszym mieście byliby tacy chętni do stawiania pomników/nazywania skwerów, gdyby większość ofiar stanowili ich polityczni konkurenci.
Wpis jest poważny, bo i temat nie jest zabawny, choć jako miłośnik czarnego humoru znam oczywiście dowcipy na ten temat. Zresztą, kto nie zna. I tutaj dochodzimy do sedna. Jakkolwiek by coś nie zasmuciło/strwożyło Narodu, cokolwiek by się nie wydarzyło, ludzie chcą żyć dalej. Podobno uczymy się na błędach – więc niech niektórzy to wreszcie zrobią. A po wyciągnięciu wniosków niech się napiją zimnego Lecha za pamięć Prezydenta Kaczyńskiego. Ja piłem za to nawet wódkę i nie czuję, żeby było to coś zdrożnego.
Włocławska Mądrość nr 6: Katastrofa smoleńska była tragedią Narodu i Włocławek uczcił to już w należyty sposób. Wystarczy, teraz ciszej nad tymi trumnami.








